Wczoraj obiecałam przepis na sok i syrop z czarnego, dzikiego bzu. Jak też wspomniałam w poprzednim poście, teraz jest najlepsza pora na ich przyrządzanie z uwagi na idealną dojrzałość jagód – są duże, prawie zupełnie czarne, wręcz napęczniałe od wartościowego soku.
Zarówno sok jak i syrop robię w sokowniku. Naczynie otrzymałam w procesie dziedziczenia, ale gdybym musiała podjąć decyzję o jego zakupie, byłaby na pewno pozytywna. Przez wiele bowiem lat sokownik ułatwiał mi pracę i nie zliczę, ile litrów soku przetoczył :)
A teraz bez zbędnego gadania zabieramy się do pracy… Baldachy dojrzałego bzu płuczemy i obrywamy jagody (nigdy nie obrywamy przed płukaniem, ponieważ wypłuczemy cenny sok!). Wrzucamy na sito w sokowniku (nie zapomnijcie nalać wody do dolnego naczynia! Ja kiedyś zapomniałam :D ), przesypując cukrem w proporcji: 1 kg cukru na 1 kg jagód przy syropie i 70-80 dag cukru z 1 szklanką wody przy soku. Jagody warto lekko zmiażdżyć, wtedy łatwiej i szybciej puszczą sok. Ja robię to tłuczkiem do ziemniaków :) Podgrzewamy naczynie i sukcesywnie zlewamy sok, który wylatuje rurką lub kranikiem (w zależności od budowy sokownika). Warto zlać całość najpierw do garnka i spróbować, czy jest wystarczająco słodki. Gorący przelać do wyparzonych słoików lub butelek, zamknąć i ustawić do góry dnem. Można też, tak jak ja robię, pasteryzować ok. 10 minut – daje mi to pewność, że słoiczki na pewno się zamkną.
A co, jeśli nie ma w domu sokownika? Wrzucić jagody do dużego garnka, przesypać cukrem, wlać odrobinę wody i doprowadzić do wrzenia. Gotować, od czasu do czasu miażdżąc owoce. Następnie przetrzeć przez gęste sito i zlać do słoików. Dalsza “procedura” jak wyżej :)
Tym prostym sposobem otrzymujecie miksturę, która będzie stawiała na nogi całą rodzinę w okresie wzmożonej zachorowalności na przeziębienia, grypę, anginę, która wypędzi z was kaszel i katar, a stosowana zapobiegawczo, odsunie widmo każdej zimowej “zarazy” :) Bądźcie zdrowi :)

Jagody bzu zasypane cukrem